Niewielka ulica Kornela Makuszyńskiego prowadzi od ulicy kardynała Ledóchowskiego w stronę Osiedla Robotniczego

Kornel Makuszyński ma swoją niewielką ulicę w sąsiedztwie Osiedla Robotniczego. Nazwisko tego patrona znane jest z pewnością wszystkim, ale warto zapoznać się z ciekawostkami z jego życia, a może i przypomnieć sobie jego twórczość literacką, po którą można sięgać w chwilach depresji czy przygnębienia, ma bowiem właściwości terapeutyczne. Nic to, że pisał głównie dla młodzieży – uniwersalizm i pogoda ducha tych książek sprawiają, że sięgają po nie nawet mocno dojrzali ludzie, żeby przypomnieć sobie atmosferę lat dziecinnych.

Urodził się pod zaborem austriackim, w miejscowości Stryj (dziś Ukraina, obwód lwowski). Po śmierci ojca – Edwarda Makuszyńskiego, wielodzietna rodzina popadła w złą sytuację materialną; już jako 12-latek młody Kornel zarabiał udzielając korepetycji.

W drugiej klasie gimnazjum wyrzucono go ze szkoły w Stryju za niewinną fraszkę na księdza, który zabronił uczniom ślizgawki. Z kolejnego gimnazjum w Przemyślu został razem z przyjacielem wyrzucony za pojedynek na pistolety o względy koleżanki z żeńskiego gimnazjum.

Ostatecznie przeniósł się do Lwowa. Tam w 1903 roku zdał maturę. Jeszcze jako gimnazjalista debiutował w lwowskiej prasie swoimi wierszami. W świat literacki wprowadził go słynny poeta Jan Kasprowicz. O latach dzieciństwa i młodości napisał Kornel autobiograficzną powieść Bezgrzeszne lata. Po maturze – dzięki pomocy Kasprowicza – Makuszyński został recenzentem teatralnym we lwowskim czasopiśmie „Słowo Polskie”.

Jednocześnie podjął studia na Uniwersytecie Lwowskim, studiując na dwóch kierunkach: polonistyce i romanistyce (romanistykę studiował później również na paryskiej Sorbonie). Szybko wrósł w świat bohemy i cyganerii, przyjaźnił się ze Staffem, Rufferem, Orkanem, Kasprowiczem i innymi artystami.

Z rodziną pozostałą w Stryju miał rzadkie kontakty. Pochłonął go świat literatury i sztuki. W 1913 roku poślubił koleżankę ze studiów – Emilię Bażeńską, córkę ziemian z Litwy, właścicieli majątku Burbiszki. Tam małżonkowie spędzili kilka szczęśliwych lat. Emilia była podobno bardzo piękna, kochali się w niej Staff i Boy – Żeleński.
Po wybuchu I wojny Makuszyńskich internowano (on miał obywatelstwo austriackie) do Kostromy. Dzięki zabiegom brata Emilii i zaprzyjaźnionych z Makuszyńskim znanych aktorów – Juliusza Osterwy i Stanisławy Wysockiej, zostali zwolnieni.
Po wojnie Makuszyński z żoną spędzał czas między Warszawą, Zakopanem a Burbiszkami. W 1926 roku Emilia zmarła na gruźlicę. O emocjonalnym związku z Burbiszkami świadczy wiersz Kornela:

(…)
A wieś zowie się nieco z pogańska – Burbiszki,
Aleja wiedzie do nich topolowa,
Zaś Matka Boska stoi u wylotu,
Wśród brzóz, jaśminów i róż białych splotu.
Po obu stronach wybujałe chaszcze
Stanąwszy rzędem, bronią bram ogrodu,
Gdzie trawnikowe ze szmaragdów płaszcze
Na moście, aby nikt nie czynił szkody
Temu domowi, co wśród drzew w oddali
Sto słońc w złocistych swoich szybach pali…
Każdy, kto wielkim przejeżdża gościńcem,
Wie, że tutaj go gościnność czeka,
A gdy zawieje swym obłędnym młyńcem,
Zrozpaczonego wodzi w krąg człowieka,
Że ze swym własnym mija się dziedzińcem,
Tedy ta wieża tutaj go sprowadzi,
Gdzie serca rade są i ludzie radzi…

Drugą żoną pisarza została śpiewaczka operowa Janina Gluzińska. Zamieszkali w Zakopanem, w willi Ustronie, należącej do rodziców Janiny. Makuszyński kochał Zakopane, to była jego mała ojczyzna z wyboru. W 1929 roku otrzymał honorowe obywatelstwo tego miasta. Mimo że czasami żartował: Z lewej Giewont, z prawej Gubałówka, a w środku deszcz…, tu zaangażował się w działalność społeczną, był współzałożycielem sanatorium dziecięcego dla chorych na gruźlicę, fundował narty dla dzieci z biednych rodzin, w 1930 roku zorganizował dla nich zawody narciarskie O Puchar Kornela Makuszyńskiego. Uczestnikami tych zawodów byli Bronisław Czech i Stanisław Marusarz – wtedy chłopcy, a niebawem wybitni narciarze i skoczkowie.
II wojnę i okupację Makuszyński wraz z żoną spędzili w Warszawie, współpracował z prasą powstańczą i podziemiem. W czasie powstania spłonęła jego piękna biblioteka i rękopis drugiej części ,,Szatana z VII klasy”.

Po wojnie Makuszyński na stałe osiadł w Zakopanem, zmagając się z niedostatkiem. Komunistyczna władza skazała go na zapomnienie, do 1956 roku nie wznawiano jego książek, nie miał szans na jakąkolwiek publikację. Jedyną książką wydaną po wojnie był List z tamtego świata, wydany w małym, prywatnym wydawnictwie.

Dla ówczesnej władzy niedopuszczalny był optymizm bijący z jego powieści i bohaterowie zaliczani przez komunę do „wrogów klasowych”. Mimo to czytano jego książki. Z wojennej zawieruchy ocalały powieści, wydane przed 1939 rokiem.
Kornel Makuszyński zmarł w lipcu 1953 roku. Pochowany jest w Zakopanem, na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzysku. Dawniej uczniowie odwiedzający cmentarz zostawiali na jego grobie uczniowskie tarcze. Dziś Szatan z VII klasy jest szkolną lekturą, a powieść po roku 1956 doczekała się dwukrotnej ekranizacji.
Twórczość

Kornel Makuszyński jest zjawiskiem na tle swego pokolenia wyjątkowym. Z natury liryk o głębokiej i szczerej uczuciowości (…), stał się Makuszyński przede wszystkim humorystą o wybitnie radosnym poglądzie na świat. (…) Makuszyński nawet gdy szydzi, czyni to z pobłażliwością szczeropolskiego komizmu, ale również głęboko nas wzrusza, uśmiechając się przez łzy lub niekiedy w poważnym tonie przenosząc się w kraj baśniowej ułudy – napisał Kazimierz Czachowski, polski historyk literatury, tłumacz i krytyk literacki z okresu dwudziestolecia międzywojennego.
Makuszyński był wszechstronnym literatem – prozaikiem, poetą, krytykiem teatralnym, autorem poczytnych felietonów, prekursorem komiksu wspólnie z Marianem Walentynowiczem, ale przede wszystkim pisarzem, którego twórczość urzekała i zapadła w serca.

Ksiądz Jan Twardowski w swej Autobiografii wspomina:

Urzekał mnie humor autora, typu dickensowskiego, określany jako ,,uśmiech przez łzy”. Makuszyński potrafił dostrzec dobro pod powłoką zła, piękno pod pozorną brzydotą, a prawdę tam, gdzie inni widzieli jedynie fałsz.

Tacy właśnie są niektórzy z bohaterów, którzy na oczach czytelnika odsłaniają tkwiące w głębi duszy dobro – aktor Walicki z Awantury o Basię, zamożna ciotka-hrabina z Panny z mokrą głową, Stanisław Mudrowicz z powieści Szaleństwa panny Ewy.

Jego nastoletni bohaterowie, to rezolutne dziewczęta i szlachetni chłopcy, przeżywający wspaniałe przygody i odmieniający na lepsze smutny świat ludzi dorosłych, którzy zapomnieli, jak to jest śmiać się i cieszyć życiem. Bohaterom towarzyszą zwierzęta – ukochane psy: Kibic, Drab, Rolmops…

Często na kartach powieści pojawia się dobry stary kapłan – biedny, gdyż wszystko rozdaje potrzebującym, życzliwy ludziom i zwierzętom, hodujący pszczoły i kwiaty, jak ksiądz Kazuro z Szatana z VII klasy czy sędziwy proboszcz w powieści Panna z mokrą głową.

Popularnym motywem jest poszukiwanie ukrytego skarbu (Szatan z VII klasy, List z tamtego świata), który i tak okazuje się mniej ważny od miłości, która jest największym skarbem młodych bohaterów. Najczęściej muszą oni przebyć trudną drogę przez łzy, sieroctwo, biedę, aby w końcu doznać szczęśliwej odmiany losu – jak Irenka z Panny z mokrą głową. Często osierocone dzieci znajdują dom i troskliwych opiekunów –jak Basia Bzowska z Awantury o Basię i bohater Skrzydlatego chłopca.
Świat powieści pana Kornela to dawno minione czasy dwudziestolecia międzywojennego. Odnajdujemy w nich klimat tamtych lat, Kresy, na zawsze stracone dla nas Lwów i Wilno, ale także Warszawę i Zakopane, tak ukochane przez Makuszyńskiego.

Świat jego powieści jest radosny i nawet gdy w życiu bohaterów zdarzają się tragedie (śmierć matki Basi czy ojca Irenki), to zawsze po rozpaczy nadchodzi radość; w jego powieściach nikt nie zostaje sam, a wszystkie krzywdy zostają wynagrodzone.
Makuszyński miał ulubionych pisarzy, którzy byli dla niego wzorem. Byli to: Dickens, Amicis, Prus. Jego literackim credo były słowa, które wypowiada promień słońca w pierwszym rozdziale jego autobiograficznej powieści:

I choćbyś miał w duszy tysiąc zgryzot, a w sercu morze łez, znajdź jednak na jego dnie uśmiech. ■

Donata Dominik-Stawicka