W dziejach zniewolonej Polski był to dzień krwi i chwały, dzień otwartego buntu. 29 listopada 1830 roku grupa podchorążych i studentów rzuciła wyzwanie największej militarnej potędze – carskiej Rosji! Wielkopolanie żyjący pod zaborem pruskim nie pozostali obojętni.

Wieści o wybuchu powstania dotarły do Wielkiego Księstwa Poznańskiego niemal natychmiast i już na początku grudnia zdążali do Królestwa ochotnicy z zaboru pruskiego, szli przedstawiciele arystokratycznych rodów, szlachta, mieszczanie, robotnicy z drukarni Deckera (wśród nich młody Walenty Stefański, późniejszy księgarz i działacz niepodległościowy), gimnazjaliści z Marii Magdaleny, duchowni (wśród nich ksiądz Adam Loga – katecheta z gimnazjum, w powstaniu kapelan jazdy poznańskiej, poległy pod Szawlami). Byli wśród powstańców z Wielkopolski sławni już z wojen napoleońskich pułkownicy: Dezydery Chłapowski z Turwi, Andrzej Niegolewski, Ludwik Sczaniecki i weteran z wojen kościuszkowskich – generał Umiński. Wśród powstańców z wielkich wielkopolskich arystokratycznych rodów byli: hrabia Tytus Działyński z Kórnika, bracia Mielżyńscy, Antoni Chiżyński z okolic Ostrowa, a wśród uczonych i humanistów: lekarz Karol Marcinkowski, poeta Stefan Garczyński i doktor filozofii, ulubiony student Hegla – Karol Libhert. Równie ważną rolę odegrały w powstaniu wielkopolskie samarytanki – Emilia Sczaniecka i Klaudyna z Działyńskich Potocka, organizujące szpitale polowe, szpital w Warszawie w pałacu podarowanym przez Edwarda Raczyńskiego, posługę dla rannych na polach bitew. Z wielkopolskich ochotników, w porozumieniu z ówczesnym wodzem naczelnym gen. Józefem Chłopickim, sformowany został szwadron liczący ponad trzystu ułanów pod wodzą Augustyna Brzeżańskiego. Wobec napływu licznych ochotników szwadron stał się wkrótce pułkiem, nazywanym od pochodzenia żołnierzy – Pułkiem Poznańskim lub Poznańczykami. Wśród kadry oficerskiej znów znane z historii nazwiska: Franciszek Mycielski, Kazimierz Potulicki, Maciej i Seweryn Mielżyńscy, Konstanty Sczaniecki, Stefan Garczyński. Ogółem liczba powstańców z Wielkiego Księstwa Poznańskiego wyniosła ponad 3 tysiące. Służyli nie tylko we wspomnianym już pułku, ale i w innych formacjach, nie wymagających, jak służba w kawalerii, tych specjalnych umiejętności, jak jazda konna, posługiwanie się lancą i szablą. Pułk Poznański rozpoczął swój bojowy szlak od Olszynki Grochowskiej; na czele kawalerii stanął w tej bitwie pułkownik Dezydery Chłapowski.

Bojowy chrzest Poznańczyków pod Olszynką tak wspominał jeden z  żołnierzy tego pułku: „Ogień szedł okropny i przyznać się muszę, że w pierwszej chwili aż ciemno w oczach się robiło od strachu, bo kule działowe i granaty tuż nad głowami naszemi przelatywały”.
Potem były kolejne bitwy: pod Wawrem i Dębem Wielkim, Ostrołęką, cała kampania na Litwie pod wodzą pułkownika Chłapowskiego – począwszy od bitwy pod Rajgrodem, w której poległ major Franciszek Mycielski, poprzez bitwy pod Wilnem, Poniewieżem, Szawlami. U kresu powstania Poznańczycy bronili Warszawy, a adiutant generała Umińskiego – Garczyński opowiedział Mickiewiczowi, już po upadku powstania, historię bitwy o redutę na Woli.

Po kapitulacji pułk w październiku pod Brodnicą złożył broń i przekroczył granicę z Prusami. Żołnierzy internowano, oficerowie zostali aresztowani, czekały ich polityczne procesy. Na ziemian wspierających powstanie nakładano kary: konfiskaty dóbr, sekwestry albo gnębiono ich podatkami. Na przykład generał Dezydery Chłapowski za udział w powstaniu został skazany na rok twierdzy i olbrzymią grzywnę. Niektórzy umknęli za granicę, wybierając los emigranta zamiast pruskiego więzienia. Jednak Prusacy nie darowali, powracających z emigracji również dotknęły represje – przykładem los hrabiego Macieja Mielżyńskiego, skazanego na wysoką grzywnę i 9 miesięcy twierdzy.

Losy przekraczających pruską granicę powstańców opisał w swym wierszu piewca powstania, a zarazem jego uczestnik – poeta z Galicji Wincenty Pol:

Pod Brodnicą, jak woda,
Stoi wojsko na błoni:
Szkoda, Polsko, oj szkoda
Takiej dziatwy i broni!
Jak ją ludzie zobaczą,
To w Poznańskiem zapłaczą:
Będzie klątwy i żalu
Tam na ciebie, Moskalu.

Razem z Poznańczykami granicę przekraczali obywatele Królestwa, niektórym dzięki pomocy Wielkopolan udało się znaleźć schronienie i nowy dom, nie musieli tułać się po obcych krajach. Tak było z bratem Adama Mickiewicza – Franciszkiem, który znalazł gościnę w Łukowie, a na ostrowskiej ziemi, w Rożnowie, osiadł u kresu swego życia Józef Brokański

– Cichowski, którego grób znajduje się na Starym Cmentarzu. Żołnierzom Poznańskiego Pułku za męstwo na polu bitwy przyznano aż 42 srebrne i 32 złote krzyże Virtuti Militari, a pułkownik Dezydery Chłapowski awansował do rangi generała brygady. Warto wiedzieć, że jeden z najzdolniejszych dowódców w powstaniu – Ignacy Prądzyński, również był Wielkopolaninem. Wspominając powstańców listopadowych przywołajmy na koniec fragment sonetu wojennego wielkopolskiego poety – powstańca Stefana Garczyńskiego:
(…)
Więc naprzód! Tysiące głosów z strony naszej wrzasło!
Proch z panewki! — zsypali — już biegną — skry broni
Widać w kurzu — wróg strzelił — dym zaćmił — gdzie oni!

Wszystko jak w kotle jakim zawrzało i zgasło.
Ale patrz — orzeł biały wieje przy pogoni,
Pod nim trupy — i w niebo zwycięstw bije hasło!

Donata Dominik-Stawicka