Kiedy przekraczali bramę ostrowskiego aresztu sądzili, że to tylko chwilowe zatrzymanie, że szybko wrócą do swoich rodzin. Okupanci mieli wobec nich inne plany. Mija właśnie 80 lat od zamordowania w Winiarach grupy wybitnych mieszkańców Ostrowa.

Po wkroczeniu do Ostrowa Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę, jaki wpływ na nastroje społeczne ma środowsko działaczy społecznych, kulturalnych i gospodarczych. Właśnie dlatego postanowili wyeliminować jednostki, które mogłyby podtrzymywać patriotyzm w sercach mieszkańców. Wytypowano grupę powstańców wielkopolskich, braci kurkowych, nauczycieli, rzemieślników, przedsiębiorców, a także przedstawicieli przedwojennych władz samorządowych. Większość z nich została zatrzymana 8 listopada 1939 roku. Przez kilka tygodni aresztantom można było dostarczać żywność i papierosy, a drzwi do ich cel za dnia nie były zamykane. Wszyscy mieli nadzieję na szczęśliwy finał. W najgorszym razie na zesłanie do obozu. Jednak było to tylko preludium do tragedii, jaka rozegrała się 14 grudnia.

WYWIEZIENI POD OSŁONĄ NOCY

Jak wyglądał ten mroźny dzień za murami aresztu? Zapamiętał to ks. Jan Joachimowicz z Sieroszewic. On również został aresztowany, ale tamtego dnia szczęśliwym trafem pominięto jego celę przy wyprowadzaniu uwięzionych. W ten sposób ocalał.

– Pamiętam ten ponury, ciemny poranek – wspominał. – Godzinę wcześniej niż zwykle pobudka. Na korytarzach więzienia ruch. Nerwowo podsłuchuję pod drzwiami celi. Wtem pukanie w ścianę. To sąsiad mój, Szlagowski, umówionym znakiem woła mnie do okna. Wspinam się do kraty. „Wyjeżdżamy stąd”. „Dokąd?” – pytam. „Nie wiem” – odpowiada. Za chwilę zawarkotały motory samochodów i pod osłoną nocy wywożą kolegów wspólnej niedoli.Więźniów przewieziono do kaliskiego sądu, gdzie odbyła się rozprawa.

Wszystkim przedstawiono ten sam zarzut – udział w powstaniu wielkopolskim. Za dowód posłużyła Złota Księga, wydana przez Towarzystwo Powstańców krótko przed wojną, która wpadła w ręce Niemców. Wczesnym popołudniem przesłuchania były już zakończone, a wyroki wydane. Wszyscy oskarżeni poza Janem Kończakiem zostali skazani na śmierć. Bezpośrednio z sądu wywieziono ich do lasu w Winiarach i rozstrzelano. Tej wiedzy nie miały jednak rodziny zatrzymanych. Nikt ich nie informował o dalszym losie osadzonych przez cały okres okupacji. Co prawda krążyła pogłoska, że zostali rozstrzelani, ale nikt nie wiedział gdzie i czy na pewno. Nie chciano temu wierzyć, podtrzymując nadzieję.

.

BOLESNA IDENTYFIKACJA

Kiedy w styczniu 1945 roku dobiegła końca okupacja w Ostrowie, pytania powróciły. Na łamach „Głosu Ostrowskiego” ukazał się apel o zgłaszanie się świadków, ale nikt nie zaregował. To był czas, kiedy każda rodzina czekała na czyjś powrót lub kogoś opłakiwała. Dopiero w połowie czerwca 1945 roku powołano specjalny komitet, który zajął się zbieraniem dowodów. Wiele osób bało się mówić.

Kluczowe okazało się przesłuchanie Marii Talarczyk z domu Kluczyńskiej, która wskazała, że jej brat wspólnie z Leonem Stenclem pojechali do Kalisza 15 grudnia. Wezwany na tę okoliczność Stencel zeznał, że wraz z Kluczyńskim przekupili dozorcę więzienia w Kaliszu, który zdradził im, że grupa ostrowskich powstańców przewieziona została do Winiar i tam rozstrzelana. Chcąc się o tym przekonać, obaj dotarli do lasku brzozowego, gdzie znaleźli krwawe ślady egzekucji, a obok świeżo zasypaną mogiłę. Spłoszeni przez wartowników niemieckich z trudem uciekli, ratując życie. Dopiero 6 lat później opowiedzieli o tym, co widzieli. Te zeznania pozwoliły dokładnie ustalić miejsce zbrodni.

19 października dokonano ekshumacji, znajdując ciała 27 osób, wszystkich z transportu z 14 grudnia 1939 roku. Identyfikacji zwłok dokonali najbliżsi i przyjaciele. Dla wszystkich było to traumatyczne przeżycie. Ta trudna rola przypadła w udziale m.in. profesorowi Franciszkowi Kowalskiemu, który rozpoznał szczątki kilku osób. Trumny przewieziono samochodami ciężarowymi do Ostrowa i złożono w sali Domu Katolickiego. Przez cały następny dzień rzesze ostrowian oddawały hołd pomordowanym.

.

NIE ZAPARLI SIĘ POLSKI

W niedzielę, 21 października odbył się pogrzeb, w którym uczestniczyło około 20 tys. osób. Jednym z mówców był wspomniany ks. Jan Joachimowicz.

– Tam, w lasku w Winiarach, polała się krew ostrowskich powstańców i działaczy na śnieg – powiedział w niezwykle emocjonalnym wystąpieniu. – To urasta do wysokości symbolu. Czerwień i biel. To barwy narodowe Polski. Mogiła porosła trawą, mogiła najlepszych synów Ostrowa. Młodzieży, patrz na te trumny i wiedz, że dla ojczyzny nawet śmierć to nie za dużo. Niech trumny te staną się ołtarzem, przy którym uczyć się będziemy miłości ojczyzny. Te 27 trumien zamyka śmiertelne szczątki nieśmiertelnych synów tej ziemi, poległych w nierównych walkach, zabitych ślepą zawiścią za to jedynie, że kochali ziemię praojców; za to jedynie, że w obronie polskości Ostrowa w roku 1918 chwycili za oręż; za to jedynie, że mimo gróźb i próśb nie zaparli się Matki – Polski, wołając głosem potężnym, że Ostrów był, jest i będzie polskim!

Ekshumowane szczątki rozstrzelanych spoczęły na cmentarzu przy ulicy Starokaliskiej (obecnie Limanowskiego), w zbiorowej mogile powstańców wielkopolskich.

.

CZEKALIŚMY CAŁĄ OKUPACJĘ

Przez ponad pół wieku zbrodnia w Winiarach żyła głównie w pamięci rodzin ofiar. Sytuacja zmieniła się w roku 2006, kiedy staraniem Kręgu Szarych Szeregów z Ostrowa odprawiono w lasku pierwszą mszę św. polową. Przybyły na nią trzy mieszkające w pobliżu kobiety, które dobrze pamiętały egzekucję. Jako małe dziewczynki często przychodziły do lasu po chrust. Jak wspominały, często miały wrażenie unoszenia się ziemi, w której zakopano rozstrzelanych. Czekały blisko 70 lat, żeby o tym opowiedzieć.

W roku 2006 w ramach cyklu „Biblioteka Ostrowska” ukazała się książka „Zbrodnia w Winiarach” autorstwa dyrektora muzeum Witolda Banacha i Barbary Kowalskiej – siostrzenicy jednego z pomordowanych, która zgromadziła wspomnienia, fotografie i dokumenty kontaktując się z rodzinami ofiar.

.

– Całą okupację wierzyliśmy z bratem, że ojciec wróci, więc gdy w 1945 roku dowiedzieliśmy się strasznej prawdy, byliśmy zrozpaczeni – wspominała po latach Urszula Zielińska, córka Jana Mieżyńskiego, dyrektora przedwojennej Komunalnej Kasy Oszczędności w Ostrowie. – Uświadomiliśmy sobie, że jesteśmy sierotami, bo mama zmarła już w 1935 roku. Zbiorowy pogrzeb przechylił czarę goryczy. Od tego czasu minęło wiele lat, ale często nurtuje mnie pytanie: co myślał Ojciec wiedząc, że zginie? Wiem tylko, jak bardzo się kochaliśmy. Zawsze wspominam chwile, kiedy byliśmy bardzo krótki czas szczęśliwą rodziną.

Marek Weiss