Skamandryta Julian Tuwim na swej łódzkiej ławeczce [Fot. by HuBar - praca własna, CC BY-SA 2.5, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1563717]

6 grudnia 1919 r. w Sali Towarzystwa Higienicznego w Warszawie poeci Julian Tuwim, Jan Lechoń, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz i Kazimierz Wierzyński zorganizowali wieczór inauguracyjny poetyckiej grupy Skamander. I znowu trzeba powiedzieć, że do powstania i utrwalenia takiego zjawiska literackiego, jakim stała się od zarania swoich dziejów aż do 1939 r. inicjatywa Tuwima, Lechonia, Słonimskiego, Iwaszkiewicza i Wierzyńskiego, przyczyniła się przede wszystkim odzyskana przez Ojczyznę niepodległość.

Bez niepodległości życiorysy i akty twórcze wymienionych poetów musiałyby tkwić gdzieś w rozproszeniu, pozbawione niezbędnego kontekstu społecznego i narodowego tła. Poeci „uprawialiby” najpewniej sztukę dla sztuki, w najlepszym razie ku pokrzepieniu serc, gdzieś na emigracji realnej, a może wewnętrznej! A tak, odzyskana przez Polskę niepodległość dała nam w prezencie potężne zjawisko literackie, społeczne, a także polityczne, pt. „Skamander”, o czym w kilku słowach spróbuję dzisiaj opowiedzieć.

OD „PRO ARTE ET STUDIO” DO „MAŁEJ ZIEMIAŃSKIEJ“
Grupa poetycka Skamander powstawała stopniowo i jakby niepostrzeżenie dla jej przyszłych członków. Do pierwszego spotkania przyszłych skamandrytów doszło na Uniwersytecie Warszawskim w czasopiśmie „Pro Arte et Studio”, które literacka młodzież wydawała w latach 1916-1919. A obok Polska budziła się już do niepodległego życia. Drugim wielkim aktem założycielskim przyszłej grupy literackiej Skamander stało się otwarcie w Warszawie 29 listopada 1918 roku kawiarni poetów „Pod Picadorem”. Tutaj „wielka piątka” przyszłego Skamandra lśniła już prawie pełnym blaskiem. Stolica Polski oddychała wolnością po 123 latach albo rosyjskich, albo pruskich rządów. Można było tę wolność swobodnie manifestować, to i nie dziwota, że otwierano takie kawiarnie, jak „Pod Picadorem”. Wolność była nowością, to i nowe porządki zaprowadzono w literackiej „spelunce”. I zatwierdzonego regulaminu nikt nie kwestionował. Nastały nowe czasy i nowe obyczaje, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, „marketingowe”. Bilet wstępu kosztował 5 marek, a jeśli widz nie zrozumiał utworu, który z proscenium odczytywał poeta, to artysta osobiście, za jedyne 75 marek, gotowy był wiersz rozłożyć na czynniki pierwsze już nieco bardziej zrozumiałe dla „niewyrobionego” słuchacza. „Pod Picadorem” odniósł ogromny sukces! Z nostalgią wspominał te chwile Antoni Słonimski w wierszu „Popiół i wiatr”:

Na Krakowskim w kawiarni, w zadymionej Sali/Na estradce niewielkiej,/codziennie wieczorem/Jacyś młodzi poeci wiersze swe czytali/I uciszał się nagle tłum „Pod Pikadorem”,/I szumiały muz skrzydła w małej kawiarence,/Gdy Lechoń kartkę z wierszem w drżącej trzymał ręce.

Skamandryci nigdy atmosfery „Pod Picadorem” nie zapomnieli i już do wybuchu II wojny światowej korzystali z gościny innych warszawskich knajp dwudziestolecia międzywojennego. Życie towarzyskie i artystyczne toczyło się „U Turka” na Nowym Świecie, później w słynnej Astorii, a także w najsłynniejszej z najsłynniejszych „Małej Ziemiańskiej”. W „Pamiętniku poety” Kazimierz Wierzyński podsumował te spotkania w „Małej Ziemiańskiej” takimi słowami:

Życie na półpiętrze budziło się w południe. Według obłąkanego zwyczaju warszawskiego, w tym samym czasie, kiedy we Francji albo we Włoszech nadchodziły sakramentalne godziny popołudniowego posiłku, w Ziemiańskiej rozpoczynało się picie czarnej kawy. Trwało to dwie-trzy godziny, po czym po wystrzeleniu wszystkich nowin, plotek i dowcipów szło się na obiad.

SKAMANDRYCI I JÓZEF PIŁSUDSKI
Skamandryci byli dziećmi polskiej niepodległości. A legendzie Józefa Piłsudskiego oddali trudne do przecenienia usługi. Niektórzy, jak Kazimierz Wierzyński, poeta i żołnierz, członek POW i uczestnik wojny polsko-bolszewickiej, znali Piłsudskiego osobiście. Od bliskiej znajomości do fascynacji osobowością Marszałka droga była bardzo krótka.

Także dlatego poświęcali Piłsudskiemu swoje wiersze. Wierzyński – tom „Wolność tragiczna”, gdy Marszałek spoczywał już na Wawelu, Jan Lechoń rozdział pt. „Piłsudski” w „Karmazynowym poemacie”, a Julian Tuwim objawił się najprawdziwszym apologetą Naczelnika Państwa i twórcą jego kultu, gdy pisał w wierszu pt. „Józef Piłsudski”:

Wiedzą, że brwi krzaczaste, że sumiaste wąsy, / I że nieprzepisową nosi maciejówkę, / Słyszeli, że dosadnym wyraża się słówkiem, / Że z litewska przeciąga i że miewa dąsy. (…)/ I zawsze będą mierzyć, a nigdy nie zmierzą / Pomrukując po kątach, zdziwieniem, zawodem. / I w cierpką miłość jego nigdy nie uwierzą, /Kiedy przez Polskę idzie samotnym pochodem. / Tylko mu raz, pod oknem, kiedy dumał nocą, / Wyszlochał wszystko żołnierz, stojący na warcie, / Płakał, płakał jak dziecko: „Ach czemu, ach po co / Tak męczysz się, tak cierpisz za nas, komendancie?”

Skamandryci uczynili z Piłsudskiego półboga. Można dzisiaj odnieść wrażenie, że byliśmy w dwudziestoleciu międzywojennym, po raz pierwszy w dziejach Polski, świadkami najprawdziwszego kultu jednostki, który Piłsudski sprytnie podsycał.

„PIERWSZA SZOPKA WARSZAWSKA”
Ten utwór napisali „Pod Picadorem” Marian Hemar, Jan Lechoń, Antoni Słonimski i Julian Tuwim. Warszawiacy walili do „Picadora” drzwiami i oknami, żeby zaśmiewać się do rozpuku z „drwin”, które poeci rzucili w twarz establiszmentowi ówczesnej władzy. O tym poetyckim wydarzeniu, które miało miejsce w 1922 r., dowiedział się Piłsudski i… postanowił zaprosić picadorczyków do Belwederu. Nakazał im wystawić „Pierwszą szopkę warszawską” przed własnym, wąsatym obliczem Ojca i Zbawcy Narodu. Po poetów wysłał osobistego adiutanta Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego, który zajechał pod kawiarnię czarnym cadillac’iem, należącym do marszałka Piłsudskiego. Liczni świadkowie tego wydarzenia oniemieli, a taki gest Naczelnika Państwa spowodował, że próżność młodych twórców została dostatecznie dobrze zaspokojona. Nikt nie wpadł na pomysł, żeby nie ulec czarowi Marszałka. Piłsudski głupi nie był! Mało tego, na przedstawienie zaprosił do Belwederu całą Radę Ministrów i pół sejmu. Jak napisał biograf Piłsudskiego Kamil Jodełko:

Widowisko przypadło zgromadzonym do gustu, a najważniejszy z całego towarzystwa, zaśmiewał się co chwila, patrząc na rozbrykane kukiełki Wieniawy, marszałka Trąmpczyńskiego, gen. Hallera i samego siebie.

I Jodełko jeszcze dodał:

Zdarzenie to pokazuje nam, że w Warszawie pierwszych lat niepodległości istniała swoista symbioza pomiędzy młodymi poetami z niezwykłym poczuciem humoru, a najwyższymi kręgami władzy. Józef Piłsudski potrafił oczarować rozmówców i wiedział co robić, aby być wielbionym przez artystów.

SKAMANDRYCI, CZYLI POETYCKA SZAJKA
A skoro o Bolesławie Wieniawie-Długoszowskim mowa! No właśnie, przecież skamandryci biesiadowali w warszawskich kawiarniach z tym legendarnym adiutantem Marszałka. A Wieniawa też był poetą, to i ze skamandrytami dogadywał się doskonale i suflował im przez całe dwudziestolecie międzywojenne swoje bezgraniczne oddanie wąsatemu „Litwinowi”. Wieniawa, ten „Pierwszy Ułan Rzeczypospolitej”, zaprzedał swoją duszę nie tylko Marszalkowi, ale także skamandrytom. Dowody? Proszę bardzo, oto wiersz Wieniawy pt. „Do moich przyjaciół”:

Co nas ze sobą sprzęgło, poetycka szajko, / Mnie żołnierza prostaka, z dziećmi Apollina, / Czy wspólna silna słabość do wina i kina, / Czy chęć smagania ludzi prawdą jak nahajką? […]/ A jednak nie… nieprawda… szumnie, hucznie, jurnie / Wy z waszą pieśnią, ja z lancą polecę. / I razem zdobędziemy Polskę jak fortecę, / Którą opanowali łajdaki i durnie.

Można dzisiaj dyskutować, czy Wieniawa i skamandryci „smagali ludzi prawdą jak nahajką”, czy może zapisali się do obozu sanacyjnej władzy z pobudek czysto partykularnych i konformistycznych. Ileż to przykładów w dziejach świata zaświadcza o sojuszach artystów z obozami władz jakże różnego przecież autoramentu. W tym kontekście dość dwuznacznie brzmią słowa Wieniawy:

Wy z waszą pieśnią, ja z lancą polecę. / I razem zdobędziemy Polskę jak fortecę, / Którą opanowali łajdaki i durnie.

Ciekawe, kogo miał na myśli Wieniawa, pisząc o łajdakach i durniach, którzy opanowali Polskę w dwudziestoleciu międzywojennym?

Maciej Rysiewicz