Fot. pixabay.com/Detmold

– Pan sam da nam znak – mówisz do nas. Tylko czy my chcemy ten znak zauważyć, zobaczyć? Czy umiemy zrozumieć naprawdę, jak ważne jest Twoje Narodzenie, na które czekamy? Czy doceniamy otwarte serce Maryi i Jej zgodę na wypełnienie się woli Boga w Jej życiu?

Znów pytania, na które w tym czasie oczekiwania szukamy odpowiedzi. Przychodzimy do Ciebie po pomoc, bo sami nie potrafimy ich znaleźć. Wołamy do Ciebie: zmiłuj się nad nami, Panie…

CZYTANIE Z KSIĘGI
IZAJASZA (Iz 7, 10-14)
PSALM 24
CZYTANIE Z LISTU DO RZYMIAN (Rz 1, 1-7)
EWANGELIA ŚWIĘTEGO MATEUSZA (Mt 1, 18-24)

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: „Bóg z nami”. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.

Zamykam oczy i pragnę „zobaczyć” dzisiejszą perykopę ewangeliczną. „Widzę” anioła, który przychodzi do Józefa i rozmawia z Nim. Józef, człowiek sprawiedliwy i bardzo kochający Maryję. Uczestniczył w tajemnicy Twojego narodzenia, nie do końca rozumiejąc, co tak naprawdę się dzieje. Dopiero rozmowa z aniołem rozjaśnia trochę sytuację, ale i gmatwa ją jeszcze bardziej. Józef w jednej chwili staje się… opiekunem Boga (!). Cichy i sprawiedliwy człowiek. Ileż w nim pokory. Czy ja bym tak potrafił? Józef niewiele mówił. Gdy wysłuchał anioła, zrobił dokładnie tak, jak mu polecił wysłannik z nieba. Przyjął w cichości serca rolę, jaką Mu przeznaczyłeś. Przypatruję się osobie Józefa. Skupionej, młodej twarzy i oczom – czystym i prostym. Oczy, w których mieszka Bóg; w których Ty mieszkasz. Chcę zasłuchać się w milczenie Józefa; nauczyć się spełniać wolę Twoją; pokochać milczenie, w którym najpełniej przemawiasz. „Milczenie otwiera źródła duszy; milczenie sprawia, że nasz duch pracuje bardziej niż w czasie lektury; angażuje do działania całe nasze wnętrze i rozświetla duszę i ciało. Godziny milczenia są w dużej mierze modlitwą – modlitwą, która daje tym godzinom i całemu życiu wielką siłę moralną i całą ich płodność. Milczenie sprawia, że owocuje tyle nasion naszego ducha. Sprawia, że tyle prawd błyszczy w naszej duszy – w miłym blasku i żywej jedności. (…) O szczęśliwa samotności, o jedyna szczęśliwości. Ile spokoju, ile życia, ile Boga w tym spokoju, w tym milczeniu, w błogosławionej samotności! Milczenie działa” – w swoich listach pisał św. Alojzy Orione. Czy myślał o św. Józefie? Pewnie tak. Możesz przemówić do mnie tylko w ciszy. Tylko wtedy moje skołatane od kłopotów serce może Cię usłyszeć. Dziś pragnę prosić Cię o wiarę św. Józefa i zgodę na pełnienie Twojej woli w cichości serca. Pragnę od Twojego opiekuna uczyć się, jak kochać w milczeniu. Bardzo pragnę milczenie docenić, dobrze się w nim poczuć, „usłyszeć” w nim moje zagłuszane przez świat serce, które prosi, by gościła w nim miłość. Tylko miłość. Twoja Miłość, Panie. Bo tylko ona może zbawić świat. Przecież milczenie to „wymóg” miłości, aby Cię Boże słuchać, gdy w cichości serca mówisz do mnie.

Ty sam dałeś nam znak. Maryja poczęła Syna. Emmanuela – Boga z Nami. Przez Twoją łaskę zostałem powołany, by o Tobie świadczyć. I dziś pokazujesz mi, jak ważne jest, bym umiał od Ciebie czerpać siłę. W ciszy i na kolanach, tak jak przekonywał św. Jan XXIII: „Człowiek nigdy nie jest tak wielki jak wtedy, gdy klęczy przed Bogiem”. Tylko wtedy moje serce będzie stawało się ciche i pokorne, jak Twoje, Panie. Chcę powtarzać za św. Janem Pawłem II: „Oszczędźmy słów, niech pozostanie wielkie milczenie”. I w tym milczeniu zostanę. Pozwolę, byś narodził się w moim sercu, jak w Betlejem. I zabiorę Cię do siebie, jak św. Józef Twoją Matkę i Ciebie, schowanego pod Jej sercem.

Szukam Ciebie
by na nowo
siebie odnaleźć

oczy zwracam
w stronę Miłości

by w Niej trwać
i żyć…

W tym wielkim milczeniu trwając, pragnę szukać Ciebie, Panie, by siebie w końcu nowego odnaleźć. Zwracać oczy ku Miłości Maleńkiej, by w nią się zapatrzyć, zachwycić się od początku i w każdej sekundzie mojego życia do niej wracać z tą samą nadzieją, że Maleńka Miłość zawsze będzie na mnie czekać narodzona w ubogiej grocie – grocie mojego serca. Chcę w tej Miłości trwać, by zaśpiewać naprawdę radośnie, naprawdę szczęśliwy, naprawdę z serca całego: „Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi…” On – mój Bóg i Pan – narodził się w Betlejem i bardzo pragnie narodzić się w to Boże Narodzenie w moim i twoim sercu. Przyjdź Panie Jezu, czekamy. Marana tha, Panie. Marana tha. Przyjdź Panie. Przyjdź.

Klęczę przed żłóbkiem
betlejemskim
jak przed Skarbem
wpatrzony w cud
największej
maleńkiej Miłości

Klęczę i pojąć nie mogę
Boga Wszechmocnego
Jedynego Władcy
wszechświata
podobnego do mnie
we wszystkim…

Klęczę nad Słowem
Wcielonym
i rozważam w sercu
co znaczy dla mnie
kolejne Boże Narodzenie

I ja klęczę przed Bogiem narodzonym dla mnie, dziękując za kolejny czas Adwentu – Bożego czekania na cud Wcielonego Słowa, na cud narodzonej Miłości. Oby narodziła się ona i w moim sercu. Oby…

Ks. Marek Chrzanowski