Wieczór wigilijny w 1 Pułku Piechoty Legionów Polskich. Karasin, Wołyń. 24.12.1915 r. Fot. CAW

Był rok 1915, grudzień, trwała właśnie pierwsza wojna światowa. Na froncie wschodnim, w okopach naprzeciw siebie były dwie armie – niemiecka i rosyjska, a wśród żołnierzy ubrani w obce, wrogie mundury – Polacy. Nadeszła Wigilia.

Tak się stało, że o wolną ojczyznę poszli bić się w rosyjskich i niemieckich mundurach, Polak przeciw Polakowi, ale wierzyli, że z tej krwi braterskiej, przelanej na froncie wielkiej wojny powstanie wolna ojczyzna. Teraz jednak stali naprzeciw siebie – Polacy z dwóch zaborów, jak wrogowie…Pisał o tym w swoim wierszu poeta I wojny – Edward Słoński:

Rozdzielił nas, mój bracie,
zły los i trzyma straż —
w dwóch wrogich sobie szańcach
patrzymy śmierci w twarz.
W okopach pełnych jęku,
wsłuchani w armat huk,
stoimy na wprost siebie —
ja — wróg twój, ty — mój wróg!

Tak było i w ten dzień. Na szczęście wieczorem armaty ucichły, panowała z obu stron cisza,. W niemieckim okopie, z dala od Prusaków, garstka Polaków łamała się chlebem – z braku opłatka. Żołnierze składali sobie życzenia: Daj Bóg dożyć wolnej ojczyzny i wrócić do swoich. Potem zaczęli śpiewać tę starą kolędę, w której nie tylko wyznawali swą wiarę w Boga, ale i błagali o błogosławieństwo dla ojczyzny:

Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony”
Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
Ma granice Nieskończony.
Wzgardzony, okryty chwałą,
Śmiertelny Król nad wiekami!
A Słowo Ciałem się stało
I mieszkało między nami.

Nagle z okopów wroga zabrzmiała ta sama pieśń, choć z nieco innym, miękkim akcentem śpiewana, ale w mowie polskiej, tak przez wroga od wieków zabijanej. Oba chóry splotły się w jeden i tym mocniej zabrzmiała ostatnia zwrotka kolędy:

Podnieś rękę, Boże Dziecię,
Błogosław Ojczyznę miłą!
W dobrych radach, w dobrym bycie
Wspieraj jej siłę swą siłą.
Dom nasz i majętność całą,
I wszystkie wioski z miastami. A Słowo Ciałem się stało…