Na stole ustawionym w ogrodzie pojawiają się gołąbki, krupnik i surówka ze świeżych warzyw. Gospodyni zachęca do skosztowania swojego wypieku. Gościnność i serdeczność sprawia, że czujemy się, jak z niedzielną wizytą u znajomych, na polskiej wsi. Tylko zieleń wokół nas jakaś inna. Liście na drzewach w drugiej połowie listopada przypominają, że jesteśmy pod inną szerokością geograficzną.

Polonezkoy po turecku oznacza „polska wieś”. To urzędowa nazwa. Ale mieszkańcy osiedli tu od pokoleń używają tej drugiej – Adampol. Wzięła się od imienia założyciela. Pod względem historii tej miejscowości trudno byłoby znaleźć inną na świecie.

Dwunastu pionierów

Po upadku powstania listopadowego na terenie Turcji znalazło się wielu emigrantów. Nie mieli prawa powrotu do swoich domów. Często nie mieli co z sobą począć, nie dysponowali środkami do życia. Z myślą o nich książę Adam Czartoryski zakupił pod Stambułem nieuprawiane tereny, na których księża lazaryści zaczęli tworzyć wieś. 19 marca 1842 roku poświęcono pierwszą chatę, a osadę nazwano Adampolem. Na początku zamieszkało tu 12 pionierów, którzy zajmowali się rolnictwem, hodowlą zwierząt oraz leśnictwem. Wiadomość o polskiej wiosce szybko rozniosła się po Turcji. Oprócz powstańców zaczęli tam osiedlać się także wykupieni z niewoli polscy jeńcy, przymusowo wcieleni do armii rosyjskiej na Kaukazie. Fakt istnienia prawdziwej polskiej gminy w czasach, gdy samo państwo polskie nie istniało, był niezwykle ważny. Adampol stał się nie tylko miejscem azylu dla emigrantów, ale także ośrodkiem działalności politycznej. Po powstaniu styczniowym ściągnęła tu kolejna fala uchodźców.

Fundator, chcąc zachować czystość etniczną, założył, że mieszkańcy nie byli właścicielami ziemi, ale tylko jej wieczystymi dzierżawcami. Prawo do jej użytkowania tracił ten, kto pojąłby za żonę osobę innej narodowości i innego niż katolickie wyznania. Położony 20 km od Morza Czarnego i 15 km od Bosforu Adampol był do 1883 roku własnością księży lazarystów. Potem na 85 lat został przejęty przez ród Czartoryskich. Dopiero w 1968 roku stare przepisy zostały zmienione, a dotychczasowi posiadacze gruntów stali się ich pełnoprawnymi właścicielami. Spadkobiercy rodziny Czartoryskich zrzekli się swojej posiadłości na rzecz ówczesnych mieszkańców. Wcześniej, bo w 1938 roku wszyscy otrzymali obywatelstwo tureckie.

Lekcja historii przy pierogach

Sto lat temu Adampol znajdował się w sercu leśnej głuszy, po azjatyckiej stronie Bosforu, kilkadziesiąt kilometrów od Stambułu. Obecnie leży już formalnie w jego granicach, ale próba dotarcia tu publiczną komunikacją nadal jest obarczona dużym ryzykiem niepowodzenia. Od ostatniego przystanku podmiejskiej linii autobusowej należałoby iść pieszo przez las od 5 do 12 kilometrów. Na dodatek trzeba znaleźć wspólny język z tubylcami. Ci co prawda wskazują drogę, ale na ich twarzach maluje się niedowierzanie, że ktoś chce podjąć się takiej wyprawy na własnych nogach. Pewniejszym sposobem okazuje się autostop. Już przy drugiej próbie zatrzymuje się samochód dostawczy, a na hasło Polonezkoy kierowca od razu wskazuje wolne miejsca obok siebie. Kiedy dowiaduje się, że wiezie Polaków kategorycznie odmawia przyjęcia zapłaty za kurs. Wymownym gestem pokazuje, że zrobił to z serca. Nasi rodacy muszą tu cieszyć się poważaniem.

W Adampolu witają nas polskie i tureckie napisy na ulicach. Zachęceni swojsko brzmiącym menu przekraczamy drzwi gospody z białym orłem u drzwi, a tam z piękną polszczyzną wychodzi nam naprzeciw gospodyni.
– Nie jest już tak, jak kiedyś, ale wciąż mieszka tutaj nas, Polaków około 60 – mówi Agnieszka Modlińska, zapraszając do stolika ustawionego w cieniu drzew. – Niektórzy dzielą życie między Adampolem a Stambułem. Inni stąd wyjeżdżają, ale czasami wracają. Ja od lat 90-tych promuję tu polską kuchnię i kulturę. Na początku, kiedy zaproponowałam Turkom pierogi, jadł tylko jeden na dwudziestu. Dziś wszyscy dopytują o dokładkę. Smakują im polskie zupy i desery, chcą nawet przepisy. Wraz z każdym takim daniem poznają zawsze historię Adampola.

Bogactwo jedyne w swoim rodzaju

Nasza rozmówczyni pochodzi z jednego z najbardziej zasłużonych i najliczniejszych adampolskich rodów. Jej pradziadek Wincenty Ryży (1852-1927) w młodości wyjechał z Wileńszczyzny do Petersburga, gdzie miał się kształcić na lekarza. Za działalność patriotyczną został jednak przez władze carskie zesłany na Sybir. W roku 1881 został sprowadzony przez swego wuja dr Stanisława Drozdowskiego do Adampola. Po osiedleniu się wybudował dom i ożenił się z Zofią Kępką, córką uczestnika wojny krymskiej, dając początek nowej gałęzi. Czwartym z siedmiorga ich dzieci był Czesław Ryży (1889-1973), który stanął na ślubnym kobiercu z Apolonią Minakowską. Z tego małżeństwa na świat przyszło sześcioro dzieci, z których troje wyemigrowało. Sam Czesław zmarł w Australii, podczas odwiedzin syna i został tam pochowany. Jego syn, obecnie 91-letni Lesław Ryży przez około 20 lat był wójtem Adampola (zgodnie z obowiązującą od samego początku aż do dnia dzisiejszego zasadą funkcję tę może sprawować tylko Polak). Mieszkańcy mogli na niego liczyć we wszystkich sprawach. Miał wiele obowiązków, od udzielania ślubów do przyjmowania gości. Ożenił się w latach 60-tych z Heleną Minakowską, pochodzącą z rodziny mieszanej (jej matka była Turczynką). Wtedy urodziła się Agnieszka, będąca piątym już pokoleniem rodowym.

– To było zimą, więc mama już wcześniej pojechała do szpitala do Stambułu. Bała się, że drogi mogą być nieprzejezdne. W tamtych czasach po opadach śniegu byliśmy odcięci od świata i nikt nawet nie wiedział, czy my tu jeszcze żyjemy – mówi pani Agnieszka.
Przez wiele lat pomagała ojcu w jego działalności. Do Polski przyleciała w 1984 roku w celach edukacyjnych. Tu poznała swego przyszłego męża. Przez 34 lata żyła między Polską a Turcją. Obecnie prowadzi w Adampolu restaurację. Jej 20-letnia córka studiuje aktualnie w Polsce turkologię.

– Będzie pewnie wiedziała więcej o Turcji niż ja. Mam nadzieję, że będzie się ze mną dzieliła tą wiedzą. Z którym krajem zwiąże swoją przyszłość nie wiadomo. Uważam, że trzeba młodym zostawić decyzję, dać wolność. Czasy się zmieniły i jest inaczej niż kiedyś. Ojciec w 1992 roku odwiedził ojczysty kraj, ale dziadek przez całe swoje życie Polski nie widział. Nigdy nie przekonał się, jak wygląda kraj przodków – podkreśla gospodyni.

Jak to możliwe, że przez tak długi okres adampolanom udało się zachować odrębność. Że po upływie 180 lat, mimo wielu przemian społecznych, politycznych i gospodarczych, wciąż rozbrzmiewa tu język polski?

– Wszyscy tu czuli się Polakami, a osoby, które dołączały do rodzin, respektowały to. Szanowały zwyczaje, uczyły się mówić po polsku. Nawet w mieszanych rodzinach panowało przekonanie, że trzeba wspólnie utrzymać to nasze bogactwo, jedyne w swoim rodzaju. Obchodzono i święta polskie i tureckie, więc w roku wypadały nawet po trzy, niekiedy wszystkie razem. Mogę powiedzieć o sobie, że byłam bardzo szczęśliwym dzieckiem, bo żyłam w bajkowym miejscu – wyjątkowa okolica, czyste powietrze, sama natura wokół mnie i dużo otrzymanej miłości – podkreśla Agnieszka.

Święta bez bałwana

Boże Narodzenie w Adampolu różni się od tych w Polsce. Śnieg pada tam sporadycznie i na dodatek od razu rozsypuje się w rękach. Kulki z niego się nie ulepi, a co dopiero bałwana. Nawet w święta jest zielono, bo liście z drzew nie spadają. Poprzednia zima była wyjątkowa ciepła, niemal jak w kraju tropikalnym. Swojskie jabłonie, czereśnie i śliwki coraz częściej zastępują palmy. Ale w domach zawsze na święta są choinki, prezenty i tradycyjne dania – kapusta z grzybami zbieranymi już jesienią w okolicznych lasach, kutia, barszczyk ukraiński i pierniki, do których używa się własnego, dobrego miodu. Nawet w rodzinach mieszanych święta są wyjątkowym czasem, przeżywanym bardzo podobnie, jak w Polsce. Wszędzie najważniejsze jest przygotowanie duchowe do tego szczególnego okresu.

Oaza staropolskiej kultury

Miejscem w Adampolu, gdzie polskie serca biją mocniej jest niewątpliwie Dom Pamięci Zofii Ryży, zwany potocznie „Domem cioci Zosi”. To właśnie on został 140 lat temu wybudowany przez Wincentego Ryżego. Swoją nazwę zawdzięcza jego córce Zofii Ryży (1903-1986), najmłodszej z siedmiorga dzieci, ostatniej mieszkance domu. Po jej śmierci, zgodnie z jej życzeniem, we wnętrzach przygotowano ekspozycję, na której można obejrzeć rodzinne pamiątki, stare i nowe fotografie, dawne wyposażenie i literaturę w ojczystym języku, Wszystko pieczołowicie gromadzone przez kolejne pokolenia. Szczególnie cenne są kopie dokumentów z Biblioteki Książąt Czartoryskich w Krakowie oraz adampolskich ksiąg parafialnych. Uwagę zwracają imponujących rozmiarów drzewa genealogiczne oraz szczegółowy wykaz mieszkańców, którzy wyemigrowali na wszystkie kontynenty, wraz z ich późniejszymi losami. Otwarcie domu dla zwiedzających miało miejsce przy okazji obchodów 150-lecia Adampola, 4 lipca 1992 roku. Dom ten był już wcześniej jednym z najstarszych pensjonatów we wsi. Świadczą o tym liczne, wielojęzyczne wpisy w zachowanych kilkunastu księgach pamiątkowych. Najstarszy pochodzi z 1916 roku.
To niezwykłe miejsce uświadamia nam, że przez ponad sto lat, aż do czasów nieuchronnej industrializacji tych obszarów spowodowanej rozrostem Stambułu, Adampol stanowił prawdziwą oazę kultury staropolskiej. Sprzyjały temu wyraźna odrębność kulturowa otoczenia, utrudniająca asymilację oraz brak sprzeczności interesów z innymi mieszkańcami, a co się z tym wiąże – życzliwość władz tureckich.

Kościół Matki Boskiej Częstochowskiej to miejsce, gdzie od zawsze koncentrowało się życie religijne wspólnoty. Kilkadziesiąt metrów dalej stała kiedyś drewniana, polska szkoła. Dziś już jej nie ma, a dzieci dojeżdżają do Stambułu, wychowując się w innym środowisku.
Na adampolskim cmentarzu znajduje się wiele polskich grobów. Kilkadziesiąt z nich zostało odnowionych przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Spoczywa tu m.in. Ludwika Śniadecka (1802-1866), polska działaczka w Turcji w okresie zaborów, młodzieńcza, nieodwzajemniona miłość Juliusza Słowackiego. Jako żona Michała Czajkowskiego pomagała mu założyć Adampol. Obserwując nagrobki zauważyć można ciekawy zwyczaj nazywania osób dorosłych, a nawet sędziwych, zdrobniałymi imionami. Stąd m.in. napis „Kazio Ryży ur. 1884 zm. 1962”.

Dopóki żyjemy, to będzie trwać

Dziś w Adampolu nie trzeba już uprawiać ziemi aby mieć środki do życia. Dzięki wybudowaniu lepszej drogi i swojemu malowniczemu położeniu wioska przekształciła się z rolniczej w turystyczną. Sporo osób przyjeżdża tu z zatłoczonego Stambułu na wypoczynek. We wsi jest wiele pensjonatów i restauracji, często założonych przez mieszkańców, którzy powrócili po latach nieobecności. Niedawno zorganizowano spotkanie adampolan rozsianych po świecie. Chętnie przyjechali do rodzinnej wioski z odległych nawet zakątków. Zgodnie zdecydowano, że podobne zjazdy muszą się odbywać cyklicznie, aby nikt nie zapomniał o korzeniach.

Kiedy na stole pojawia się artykuł o Adampolu sprzed blisko 50 lat nasza rozmówczyni z ciekawością czyta zdanie „Na placyku przed małą kafejką spotykamy wójta wsi Lesława Ryżego z małą córką Agnieszką”. Wymienione w tekście rody Biskupskich, Ryżych, Ziółkowskich, Kempków, Wilkuszewskich, Dochodów, Minakowskich, Ochockich i Nowickich wciąż są obecne we wiosce. Czasy się zmieniają, a oni wciąż trzymają się razem i są gotowi do pomocy, jeśli tylko ktoś rzuci hasło.

– Zawsze żyliśmy dobrze między sobą, ale i z innymi rodzinami. Wszyscy tu byli rolnikami i tak samo musieli rano wcześnie wstawać by wydoić krowy. Zawsze był wzajemny respekt i tak zostało do dzisiaj. Często dzielimy się swoimi problemami i troskami. Turcy niekiedy pytają nas, jak to będzie z polską synową. Dopóki żyjemy, to wszystko będzie trwało dalej. Jedyne, czego nam brakuje to kontaktu z ludźmi, z językiem polskim. Mamy internet, książki, ale bezpośrednia rozmowa to coś zupełnie innego – mówi Agnieszka Modlińska.

Pora wracać. W centralnym punkcie wioski szybko zatrzymujemy samochód i korzystamy z darmowego, również od serca, powrotnego kursu do Stambułu. Za zalesionym wzniesieniem szybko znika nam z oczu Adampol. Polska wieś, a tak daleko od Polski.

Od początku swojego istnienia Adampol budził zainteresowanie elit i był odwiedzany przez sławnych ludzi. Kroniki odnotowują pobyt takich osób, jak pianista Ferenc Liszt (1847), pisarz Gustave Flaubert (1850), pierwszy prezydent Republiki Turcji Kemal Atatürk (1937), nuncjusz papieski Angelo Roncalli, późniejszy papież Jan XXIII (1941), pierwszy polski powojenny dyplomata Adam Rapacki (1961), prezydent Turcji Kenan Evren (1985), prezydenci Polski Lech Wałęsa (1994) i Aleksander Kwaśniewski (1996 i 2000).